Zawód fotografa jest jedynym z tych, które wymagają ciągłego zdobywania wiedzy, ciągłej pracy i ciągłej praktyki. Z tego względu cały czas uczestniczę w warsztatach, szkoleniach, a także biorę udział w plenerach fotograficznych, na których mogę dosłownie wyżyć
się artystycznie.
Plener „Daleko od Domu” stworzony przez przecudownych Martę i Filipa odbył się w maju tego roku i był bez dwóch zdań najlepszym plenerem, na jakim do tej pory byłam. Wspaniała atmosfera, genialne miejsce, cudowni ludzie. To był bardzo kreatywny czas, podczas którego powstało mnóstwo świetnych kadrów.
Spotkaliśmy się w Gęsim Zakręcie, pensjonacie w Bieszczadach. Mam wrażenie, że wszyscy tam obecni od początku czuliśmy, że jest nam ze sobą po prostu dobrze. To trochę tak, jakbyśmy znali się już od dawna. Myślę, że nie bez powodu nasze historie po prostu płynęły wtedy same z siebie. To było magiczne uczucie dzielić z nimi te chwile…
Plener trwał 3 dni i śmiem stwierdzić, że ostatniego dnia, czułam ogromny niedosyt! Chciałam jeszcze i więcej i więcej! Te dni minęły
w naprawdę zatrważającym tempie!
Co wyniosłam z tego spotkania? Poczułam, że znów coś się we mnie otworzyło. Jakby moja głowa znów wypełniła się toną inspiracji, masą pomysłów i uporem, by dalej trwać przy tym, co robię.
A ten piękny backstage zrobili uczestnicy pleneru, udostępnionym przez Filipa analogiem.
Do zobaczenia jesienią w Bieszczadach!





